Jak stracić 120 milionów z Unii. Ministerstwo odbiera dotacje
25.02.2010
, aktualizacja: 25.02.2010 08:59
Klamka zapadła. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego odbiera unijne dotacje kilku samorządom, fundacji i firmie, które mimo ostrzeżeń nie potrafiły na czas zrealizować inwestycji. To pierwszy taki przypadek w obecnej edycji unijnych funduszy dla Polski
Krosno, Jasło, Międzyrzec Podlaski, gmina Jędrzejów, powiat rzeszowski, sandomierska fundacja Signum Temporis oraz spółka Nucleagena - te samorządy i firmy miały dostać unijne dotacje prawie bez wysiłku. Jeszcze za rządów PiS wpisano je na tzw. listę projektów kluczowych w Programie Operacyjnym Rozwój Polskich Wschodniej (to część unijnych funduszy strukturalnych wyłącznie dla pięciu regionów na wschodzie). Projekty z tej listy unijną kasę miały otrzymać bez konkursu.
Warunek był tylko jeden: odbiorcy dotacji mieli zrealizować inwestycje w terminie, czyli odpowiednio wcześnie wykupić grunty, przygotować dokumentację, ocenę oddziaływania na środowisko itp.
Krosno, Jasło, Międzyrzec i powiat rzeszowski miały za unijne pieniądze przygotować tereny pod inwestycje biznesowe. Fundacja Signum Temporis chciała zbudować w Sandomierzu Centrum Kształcenia i Wymiany Myśli Europejskiej. Zaś spółka Nucleagena - Warmińsko-Mazurskie Centrum Genetyki Molekularnej. Łączna wartość projektów: ponad 120 mln zł, z czego Unia miała sfinansować ponad 80 mln zł.
Teraz plany powędrują najprawdopodobniej do kosza. Odbiorcy nie dotrzymali terminów, nie wykupili gruntów, nie przygotowali dokumentacji na czas. I zostali definitywnie skreśleni z listy, tracąc dotacje. To pierwszy taki przypadek w tej edycji unijnych funduszy (2007-13).
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego oficjalnie potwierdziło odebranie dotacji na swojej stronie internetowej w środę wieczorem - "na wniosek beneficjentów", którzy przyznali, że sobie nie poradzili. - Ale sformułowanie "na prośbę beneficjenta" jest bardzo, bardzo dyplomatyczne - mówi "Gazecie" wiceminister rozwoju Krzysztof Hetman. - My już po prostu dłużej nie mogliśmy trzymać pieniędzy w zamrażarce. Niech to będzie lekcja dla innych odbiorców dotacji - mówi.
- Ostrzegaliśmy ich co najmniej od pół roku, że jeśli nie przyspieszą prac, mogą być kłopoty - dodaje Dariusz Szewczyk, zastępca wiceprezesa Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, która odpowiada za wdrażanie programu.
"Ulgowo" potraktowano jedynie powiat rzeszowski: dotację obcięto mu jedynie o 30 proc. - z 86 do 47 mln zł. Nie przygotuje dla inwestorów ponad 80 hektarów terenów, ale tylko 60. Starosta rzeszowski Józef Jodłowski (PiS): - Sami tak zaproponowaliśmy, wybraliśmy mniejsze zło.
Powiat winę za taki obrót spraw składa na karb... zmiany granic administracyjnych. Otóż ziemia, na której ma powstać park naukowo-technologiczny, leżała na terenie aż trzech gmin. Co więcej, w międzyczasie zmieniały się granice: dwie wsie weszły w granice Rzeszowa. - Dla całego parku musieliśmy mieć plan przestrzennego zagospodarowania. To leży zaś w gestii gmin. Zanim jedna gmina ustaliła plan dla części terenu, który leżał w obrębie jej granic, już ten teren wszedł do Rzeszowa i robotę trzeba było zaczynać od początku. To bardzo spowolniło nam projekt - tłumaczy starosta Jodłowski.
Odebranych dotacji na szczęście nie trzeba będzie oddawać do Brukseli.
- Pieniądze zabrane tym projektom pozostają w Polsce wschodniej. 28 czerwca br. ogłosimy konkurs na stworzenie parków technologicznych [terenów pod inwestycje], w którym będą mogły wystartować wszystkie samorządy z pięciu województw Polski wschodniej - mówi Hetman. - Ale żeby w tym konkursie wystartować, trzeba będzie mieć naprawdę przygotowany projekt.
Jasło (rządzi tu PiS) na pewno do tego konkursu nie stanie. Teraz leje krokodyle łzy nad nieziszczonym marzeniem uruchomienia strefy przemysłowej, która miała tu wyrosnąć dzięki unijnym pieniądzom. Jasło nie przewidziało, że planując strefę na 160 ha, będzie musiało wykupić je wszystkie od prywatnych właścicieli. A kiedy ludzie się dowiedzieli o wykupie, ceny poszybowały. - Jeśli mielibyśmy wykupić wszystko, musielibyśmy wydać kolosalne pieniądze, 80 mln zł. To niemal tyle, ile wynosi nasz cały roczny budżet - porównuje wiceburmistrz Jasła Ryszard Pabian.
Gmina chciała ratować projekt i kroiła go. Zamiast 160 ha postanowiła uzbroić tylko 20. - Na wykup potrzebowaliśmy już tylko 10 mln zł, dalibyśmy radę. Niestety, w ub. roku okazało się, że zmieniły się wytyczne i za budowę dróg wewnętrznych zdobylibyśmy zwrot kosztów, ale już za drogi dojazdowe dostalibyśmy tylko 20 proc. Obliczyliśmy, że cały projekt kosztowałby 45-46 mln zł, a z naszego budżetu trzeba byłoby wydać 35 mln zł. Nie dalibyśmy rady - rozkłada ręce wiceburmistrz Pabian.
Krosno też się poddało. Dzięki unijnej dotacji na 33 ha przy lotnisku miały powstać tereny dla inwestorów: z drogami, kanalizacją, wodociągiem, placem manewrowym i oświetleniem. Miały tu zainwestować co najmniej cztery duże firmy, powstać miało 150 miejsc pracy.
- Zrezygnowaliśmy, bo mieliśmy dostać tylko niewiele ponad 12 mln zł, a cały projekt kosztuje 25 mln zł. Mieliśmy wcześniej niedokładne szacunki, które wskazywały na to, że projekt będzie tańszy - mówi Miranda Trojanowska, kierowniczka biura funduszy pomocowych w Urzędzie Miasta Krosna.
Co ciekawe, Krosno chce jeszcze raz starać się o dofinansowanie na ten sam projekt z tego samego programu. - Mamy przygotowany projekt naprawczy, wg którego w lecie mamy być gotowi do złożenia wniosku o pozwolenie na budowę. A to będzie warunek wystartowania w konkursie. Przygotowujemy się do tego - zapowiada Trojanowska.
Warunek był tylko jeden: odbiorcy dotacji mieli zrealizować inwestycje w terminie, czyli odpowiednio wcześnie wykupić grunty, przygotować dokumentację, ocenę oddziaływania na środowisko itp.
Krosno, Jasło, Międzyrzec i powiat rzeszowski miały za unijne pieniądze przygotować tereny pod inwestycje biznesowe. Fundacja Signum Temporis chciała zbudować w Sandomierzu Centrum Kształcenia i Wymiany Myśli Europejskiej. Zaś spółka Nucleagena - Warmińsko-Mazurskie Centrum Genetyki Molekularnej. Łączna wartość projektów: ponad 120 mln zł, z czego Unia miała sfinansować ponad 80 mln zł.
Teraz plany powędrują najprawdopodobniej do kosza. Odbiorcy nie dotrzymali terminów, nie wykupili gruntów, nie przygotowali dokumentacji na czas. I zostali definitywnie skreśleni z listy, tracąc dotacje. To pierwszy taki przypadek w tej edycji unijnych funduszy (2007-13).
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego oficjalnie potwierdziło odebranie dotacji na swojej stronie internetowej w środę wieczorem - "na wniosek beneficjentów", którzy przyznali, że sobie nie poradzili. - Ale sformułowanie "na prośbę beneficjenta" jest bardzo, bardzo dyplomatyczne - mówi "Gazecie" wiceminister rozwoju Krzysztof Hetman. - My już po prostu dłużej nie mogliśmy trzymać pieniędzy w zamrażarce. Niech to będzie lekcja dla innych odbiorców dotacji - mówi.
- Ostrzegaliśmy ich co najmniej od pół roku, że jeśli nie przyspieszą prac, mogą być kłopoty - dodaje Dariusz Szewczyk, zastępca wiceprezesa Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, która odpowiada za wdrażanie programu.
"Ulgowo" potraktowano jedynie powiat rzeszowski: dotację obcięto mu jedynie o 30 proc. - z 86 do 47 mln zł. Nie przygotuje dla inwestorów ponad 80 hektarów terenów, ale tylko 60. Starosta rzeszowski Józef Jodłowski (PiS): - Sami tak zaproponowaliśmy, wybraliśmy mniejsze zło.
Powiat winę za taki obrót spraw składa na karb... zmiany granic administracyjnych. Otóż ziemia, na której ma powstać park naukowo-technologiczny, leżała na terenie aż trzech gmin. Co więcej, w międzyczasie zmieniały się granice: dwie wsie weszły w granice Rzeszowa. - Dla całego parku musieliśmy mieć plan przestrzennego zagospodarowania. To leży zaś w gestii gmin. Zanim jedna gmina ustaliła plan dla części terenu, który leżał w obrębie jej granic, już ten teren wszedł do Rzeszowa i robotę trzeba było zaczynać od początku. To bardzo spowolniło nam projekt - tłumaczy starosta Jodłowski.
Odebranych dotacji na szczęście nie trzeba będzie oddawać do Brukseli.
- Pieniądze zabrane tym projektom pozostają w Polsce wschodniej. 28 czerwca br. ogłosimy konkurs na stworzenie parków technologicznych [terenów pod inwestycje], w którym będą mogły wystartować wszystkie samorządy z pięciu województw Polski wschodniej - mówi Hetman. - Ale żeby w tym konkursie wystartować, trzeba będzie mieć naprawdę przygotowany projekt.
Jasło (rządzi tu PiS) na pewno do tego konkursu nie stanie. Teraz leje krokodyle łzy nad nieziszczonym marzeniem uruchomienia strefy przemysłowej, która miała tu wyrosnąć dzięki unijnym pieniądzom. Jasło nie przewidziało, że planując strefę na 160 ha, będzie musiało wykupić je wszystkie od prywatnych właścicieli. A kiedy ludzie się dowiedzieli o wykupie, ceny poszybowały. - Jeśli mielibyśmy wykupić wszystko, musielibyśmy wydać kolosalne pieniądze, 80 mln zł. To niemal tyle, ile wynosi nasz cały roczny budżet - porównuje wiceburmistrz Jasła Ryszard Pabian.
Gmina chciała ratować projekt i kroiła go. Zamiast 160 ha postanowiła uzbroić tylko 20. - Na wykup potrzebowaliśmy już tylko 10 mln zł, dalibyśmy radę. Niestety, w ub. roku okazało się, że zmieniły się wytyczne i za budowę dróg wewnętrznych zdobylibyśmy zwrot kosztów, ale już za drogi dojazdowe dostalibyśmy tylko 20 proc. Obliczyliśmy, że cały projekt kosztowałby 45-46 mln zł, a z naszego budżetu trzeba byłoby wydać 35 mln zł. Nie dalibyśmy rady - rozkłada ręce wiceburmistrz Pabian.
Krosno też się poddało. Dzięki unijnej dotacji na 33 ha przy lotnisku miały powstać tereny dla inwestorów: z drogami, kanalizacją, wodociągiem, placem manewrowym i oświetleniem. Miały tu zainwestować co najmniej cztery duże firmy, powstać miało 150 miejsc pracy.
- Zrezygnowaliśmy, bo mieliśmy dostać tylko niewiele ponad 12 mln zł, a cały projekt kosztuje 25 mln zł. Mieliśmy wcześniej niedokładne szacunki, które wskazywały na to, że projekt będzie tańszy - mówi Miranda Trojanowska, kierowniczka biura funduszy pomocowych w Urzędzie Miasta Krosna.
Co ciekawe, Krosno chce jeszcze raz starać się o dofinansowanie na ten sam projekt z tego samego programu. - Mamy przygotowany projekt naprawczy, wg którego w lecie mamy być gotowi do złożenia wniosku o pozwolenie na budowę. A to będzie warunek wystartowania w konkursie. Przygotowujemy się do tego - zapowiada Trojanowska.
- 31 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
36 głosów
-
Jak stracić 120 milionów z Unii
krakower
25.02.10, 10:04
"Myśl europejska" w PiSdecko katolskim Sandomierzu? Ha, ha, ha, ha.... To się nie mogło udać!»
-
Jak stracić 120 milionów z Unii
sybirak2
25.02.10, 11:37
Czy zauważyliście Państwo, że we wszystkich tych miejscowościach rządzi PiS. Pamiętajcie o tym podczas wyborów, bo czy można dorze rządzić krajem nie potrafiąc rządzić powiatem czy »
-
Jak idiotycznie wdawać kasę z Unii??
alakyr
25.02.10, 18:12
Czy ten co zatwierdza tematy finansowane z UE wogóle wie czy są potrzebne? To przykład na to że najpierw jest kasa a potem różni fachowcy myślą jak je wydać.A że to wogóle nikomu nipotrzebne»
Wyborcza.biz poleca
Najczęściej Czytane24 htydzień
- Poradnik praktyczny - jak napisać wniosek o dotację
- Jak przestrzegać zasady konkurencyjności w projektach programu Kapitał Ludzki
- Mama założyła rodzinną kawiarnię dzięki Unii
- Właściciele domków dostaną dofinansowanie na oczyszczalnie
- Unijny projekt adaptacji popegerowskich obiektów na bazę turystyczną najpierw został przez urzędników odrzucony, a później nagrodzony w konkursie Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.

Zamawiający pod lupą, czyli kontrola Prezesa UZP
W sytuacji gdy niemożliwe jest odwołanie się do KIO, skutecznym środkiem jest złożenie wniosku do Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o przeprowadzenie kontroli przetargu.












