Unia zmienia polską gospodarkę
30.07.2010
, aktualizacja: 30.07.2010 14:05
ROZMOWA Z Adamem Zdziebłą, wiceministrem rozwoju regionalnego
ZOBACZ TAKŻE
- Przyspieszmy za unijne pieniądze (30-07-10, 14:08)
- Europoprawianie życia za 26 mld zł unijnych pieniędzy (29-07-10, 15:26)
- Lewandowski: Podatek od transakcji jest wydajny i publicznie akceptowalny (10-08-10, 20:37)
- Dotacje unijne - ostatnie szanse (04-08-10, 12:00)
- Ale nas Unia po(d)budowała! Galeria inwestycji za dotacje z UE (02-08-10, 15:50)
- Fundusze unijne: Polska bierze euro coraz szybciej (08-07-10, 20:34)
- Niklewicz apeluje o debatę: 'Strzelać z łuku, czy nie strzelać?' (02-08-10, 10:57)
- Polskie europragnienia, czyli co sądzimy o funduszach UE (29-07-10, 01:00)
Z sondażu zrealizowanego dla "Gazety" wynika, że Polacy chwalą sobie fundusze europejskie, są przekonani o ich dobrym wpływie na gospodarkę... ale nie do końca są przekonani o tym, że je dobrze wykorzystujemy. Dlaczego?
ADAM ZDZIEBŁO, WICEMINISTER ROZWOJU REGIONALNEGO: Sami jesteśmy zaskoczeni. Przecież już w starym budżecie Unii Europejskiej (na lata 2004-06) w całej Polsce z unijnych pieniędzy współfinansowano 90 tys. różnych inwestycji. Tylko w 46 gminach - na ponad dwa i pół tysiąca w całym kraju - nie było przynajmniej jednego projektu, który otrzymałby fundusze europejskie! Wystarczy wyjść z domu i rozejrzeć się, by znaleźć przynajmniej jeden przykład inwestycji.
Może więc Polacy są źle informowani o unijnych funduszach? Może instytucje, które nimi zarządzają, mówią do nas złym językiem?
- Możliwe. My staramy się informować o funduszach europejskich. Sporym sukcesem była kampania promocyjna, którą zapamiętano jako "kampanię z brodaczami" [w niektórych spotach telewizyjnych wystąpili charakterystyczni aktorzy z długimi brodami]. Zaraz po tej kampanii odzew społeczny był zauważalny, zwiększyła się liczba osób przychodzących do naszych punktów informacyjnych, korzystających z naszych stron internetowych. Ale przyznaję: mamy kłopot z językiem, jakim się posługujemy. Język administracji jest zbyt sztywny, pełen niezrozumiałej terminologii. Sami się śmiejmy, że jest opanowany "wątkiem hydrologicznym": fundusze "wpłynęły", pieniądze zostały "wpompowane", Polskę "zalały" unijne pieniądze. Być może więc ludzie źle postrzegają te fundusze, bo język jest niezrozumiały. Zleciliśmy naukowcom polonistom pod kierunkiem prof. Jana Miodka przygotowanie specjalnego podręcznika, jak pisać i mówić o funduszach europejskich. Ta książka -w której opisane są wszystkie możliwe błędy w opisywaniu funduszy - jest już gotowa. I teraz przekażemy ją wszystkim osobom odpowiedzialnym za promocję eurofunduszy. Od września rozpoczniemy też nową kampanię informacyjną - w telewizji, w radiu i w internecie. Ale możliwe jest też jeszcze jedno wyjaśnienie złych ocen wykorzystania funduszy. Polacy słyną z tego, że są malkontentami, nie mają zaufania do władzy, a już zwłaszcza państwowej. Zawsze znajdzie się ktoś, komu przeszkadza nowa obwodnica (np. działkowcom, bo przecięła ich ogródki działkowe) albo nowy basen (bo przeszkadza i już).
Może błędem instytucji jest to, że nie informują, jak duży wpływ na polską gospodarkę mają pieniądze otrzymywane z unijnego budżetu?
- Faktycznie, my takie dane mamy, ale niewystarczająco się nimi chwalimy. Musimy jeszcze chwilę poczekać na więcej zrealizowanych, spektakularnych inwestycji, które byłyby najlepszą ilustracją. Te wielkie inwestycje są dopiero w budowie.
ADAM ZDZIEBŁO, WICEMINISTER ROZWOJU REGIONALNEGO: Sami jesteśmy zaskoczeni. Przecież już w starym budżecie Unii Europejskiej (na lata 2004-06) w całej Polsce z unijnych pieniędzy współfinansowano 90 tys. różnych inwestycji. Tylko w 46 gminach - na ponad dwa i pół tysiąca w całym kraju - nie było przynajmniej jednego projektu, który otrzymałby fundusze europejskie! Wystarczy wyjść z domu i rozejrzeć się, by znaleźć przynajmniej jeden przykład inwestycji.
Może więc Polacy są źle informowani o unijnych funduszach? Może instytucje, które nimi zarządzają, mówią do nas złym językiem?
- Możliwe. My staramy się informować o funduszach europejskich. Sporym sukcesem była kampania promocyjna, którą zapamiętano jako "kampanię z brodaczami" [w niektórych spotach telewizyjnych wystąpili charakterystyczni aktorzy z długimi brodami]. Zaraz po tej kampanii odzew społeczny był zauważalny, zwiększyła się liczba osób przychodzących do naszych punktów informacyjnych, korzystających z naszych stron internetowych. Ale przyznaję: mamy kłopot z językiem, jakim się posługujemy. Język administracji jest zbyt sztywny, pełen niezrozumiałej terminologii. Sami się śmiejmy, że jest opanowany "wątkiem hydrologicznym": fundusze "wpłynęły", pieniądze zostały "wpompowane", Polskę "zalały" unijne pieniądze. Być może więc ludzie źle postrzegają te fundusze, bo język jest niezrozumiały. Zleciliśmy naukowcom polonistom pod kierunkiem prof. Jana Miodka przygotowanie specjalnego podręcznika, jak pisać i mówić o funduszach europejskich. Ta książka -w której opisane są wszystkie możliwe błędy w opisywaniu funduszy - jest już gotowa. I teraz przekażemy ją wszystkim osobom odpowiedzialnym za promocję eurofunduszy. Od września rozpoczniemy też nową kampanię informacyjną - w telewizji, w radiu i w internecie. Ale możliwe jest też jeszcze jedno wyjaśnienie złych ocen wykorzystania funduszy. Polacy słyną z tego, że są malkontentami, nie mają zaufania do władzy, a już zwłaszcza państwowej. Zawsze znajdzie się ktoś, komu przeszkadza nowa obwodnica (np. działkowcom, bo przecięła ich ogródki działkowe) albo nowy basen (bo przeszkadza i już).
Może błędem instytucji jest to, że nie informują, jak duży wpływ na polską gospodarkę mają pieniądze otrzymywane z unijnego budżetu?
- Faktycznie, my takie dane mamy, ale niewystarczająco się nimi chwalimy. Musimy jeszcze chwilę poczekać na więcej zrealizowanych, spektakularnych inwestycji, które byłyby najlepszą ilustracją. Te wielkie inwestycje są dopiero w budowie.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Wyborcza.biz poleca
Najczęściej Czytane24 htydzień
- Poradnik praktyczny - jak napisać wniosek o dotację
- Jak przestrzegać zasady konkurencyjności w projektach programu Kapitał Ludzki
- Mama założyła rodzinną kawiarnię dzięki Unii
- Właściciele domków dostaną dofinansowanie na oczyszczalnie
- Unijny projekt adaptacji popegerowskich obiektów na bazę turystyczną najpierw został przez urzędników odrzucony, a później nagrodzony w konkursie Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.

Zamawiający pod lupą, czyli kontrola Prezesa UZP
W sytuacji gdy niemożliwe jest odwołanie się do KIO, skutecznym środkiem jest złożenie wniosku do Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o przeprowadzenie kontroli przetargu.













