Dotacje Instytucje Szkolenia

Eurofundusze. Myślałem: "to nie dla mnie"

Andrzej Kraśnicki jr
01.09.2010 , aktualizacja: 31.08.2010 19:55
A A A Drukuj
- Jeżeli już sięgać po eurofundusze, to po większe pieniądze, by wynagrodziły trud, jaki trzeba włożyć w ich uzyskanie - mówi dr inż. Grzegorz Barzyk, który zdobył 785 tys. zł na budowę elektrowni wiatrowej
Artykuł sfinansowany w ramach konkursu dotacji organizowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, współfinansowanego ze środków rozwoju Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna
Fundusze europejskie dziś i jutro
Artykuł sfinansowany w ramach konkursu dotacji organizowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, współfinansowanego ze środków rozwoju Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna
Grzegorz Barzyk na tle budowanej elektrowni
Fot. www.barzyk.pl / windtech-lesno.htm
Grzegorz Barzyk na tle budowanej elektrowni
Wiatrak już stoi. Na wysokiej na 60 metrów wieży obracają się długie na 21 metrów płaty wirnika. "Można powiedzieć, że to pierwsza tej wielkości - prywatna, w polskich rękach, elektrownia w okolicach Szczecina, w promieniu co najmniej 100 km!" - pisze na swojej stronie internetowej inwestor.

Dr inż. Grzegorz Barzyk nieprzypadkowo zainwestował właśnie w takie przedsięwzięcie. Przez dziewięć lat jako pracownik Politechniki Szczecińskiej zajmował się badaniami nad współpracą elektrowni wiatrowych z systemem energetycznym.

- Postanowiłem jednak w końcu zająć się czymś, co da mi więcej niż uczelniana pensja - opowiada.

Po uzyskaniu doktoratu założył własną firmę dr Barzyk Consulting, która zajęła się m.in. kompleksowym doradztwem dla firm inwestujących w elektrownie wiatrowe. W tym czasie dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu pomógł w powstaniu ponad 50 elektrowni wiatrowych w Polsce, a także został ekspertem Ministerstwa Gospodarki oceniającym wnioski o dofinansowanie z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Uzyskał uprawnienia do dozoru i eksploatacji systemów energetycznych bez ograniczeń napięcia i kilka innych uprawnień oraz certyfikatów. Pomysł na biznes wypalił.

Pisanie wniosku to sztuka

- Przyznam, że na początku o funduszach unijnych myślałem: to nie dla mnie, są poza moim zasięgiem. Do czasu, gdy unijne wsparcie na rozbudowę drukarni otrzymał mój kolega. Pomyślałem, że skoro unijne pieniądze trafiają do kogoś, kogo znam, kto jest zwykłym człowiekiem z krwi i kości, to spróbuję i ja - śmieje się dr Barzyk.

Obecnie, przynajmniej teoretycznie w zachodniopomorskim Regionalnym Programie Operacyjnym pieniądze dla takich osób jak dr Barzyk, którzy szukają pieniędzy na inwestycje związane z energią odnawialną, leżą jak na tacy.

Działanie 4.1 to "Energia odnawialna i zarządzanie energią". Benficjentami mogą być m.in. przedsiębiorcy. Pieniądze też niemałe - prawie 62 mln euro do podziału.

W praktyce po ogłoszeniu tegorocznego konkursu okazało się jednak, że są dwa warunki trudne do przeskoczenia. Po pierwsze: potencjalny odbiorca dotacji musi już być przedsiębiorstwem energetycznym w rozumieniu prawa energetycznego. I druga przeszkoda: prace przygotowawcze nad projektem nie mogły się rozpocząć przed 31 grudnia 2009 r. Konkurs ogłoszony został tymczasem wiosną 2010. Było zdecydowanie za mało czasu, by zebrać odpowiednią dokumentację, która byłaby jednocześnie nie starsza niż sprzed 1 stycznia 2010 i zaawansowana w stopniu akceptowalnym przez urzędników.

- Dlatego większość zainteresowanych przedsiębiorców odpuściła sobie ten konkurs - mówi dr Barzyk.

Tylko trzy firmy spróbowały sięgnąć po tę dotację. Dwie od razu odpadły "ze względów formalnych".

W 2009 roku, kiedy dr Barzyk zaczął szukać swojej ścieżki do euro funduszy na budowę własnej siłowni wiatrowej, tego konkursu jeszcze w województwie nie było. "Swoje" środki odnalazł w części RPO przeznaczonej na rozwój i zwiększenie innowacyjności mikroprzedsiębiorstw (Poddziałanie 1.1.1 Inwestycje w mikroprzedsiębiorstwa). Wniosków od przedsiębiorców było więcej niż pieniędzy, ale ostatecznie marszałek zwiększył pulę funduszy. W efekcie dotacje przyznane zostały wszystkim przedsiębiorcom, którzy spełnili wymagane kryteria, czyli m.in. posiadali odpowiednią ilość punktów.

- Pisanie wniosku to cała sztuka, przynajmniej za pierwszym razem lepiej skorzystać z pomocy specjalistów - mówi dr Barzyk.

On sam zdecydował, że przy pisaniu wniosku pomoże mu specjalizująca się w tym firma konsultingowa. - Ale to nie tak, że ja dałem tylko jakieś dokumenty i czekałem na gotowe - podkreśla. - Pisanie wniosku to tak naprawdę wspólna praca starającego się o pieniądze i pomagającej mu firmy. Pomoc jest potrzebna, bo ci ludzie wiedzą, co i jak trzeba uwypuklić, by wniosek zdobył więcej punktów niż konkurencja.

Te straszne wnioski

Elektrownia dr. Barzyka stanęła na wzgórzu w miejscowości Leśno Górne niedaleko Szczecina. Budowa poszła sprawnie. Pomysł pojawił się w marcu 2009, pozwolenie na budowę gotowe było 5 lutego 2010, budowa ruszyła w kwietniu 2010. Latem wszystko zaczęło działać. Koszt: prawie 1,4 mln zł.

- A ile dała Unia? - pytam.

- Teoretycznie wartość dofinansowania to 60 proc. kosztów kwalifikowanych inwestycji. I tyle powinno zgodnie z umową spłynąć na konto beneficjenta. Na razie jednak otrzymałem jedynie część spodziewanych z tytułu refundacji środków, bo od trzech miesięcy zmagam się z chyba największą zmorą beneficjentów: poprawnością składanych wniosków o płatność. Od ich pełnej akceptacji przez Urząd Marszałkowski zależy wypłata unijnej dotacji.

- Momentami żałuję, że wszedłem w tę dotację - mówi dr Barzyk. - Potem zagryzam zęby i mówię: jeśli nie ja, to kto? Prowadzenie dokumentacji do tego przedsięwzięcia to jak drugi etat.

Dr. Barzyka najbardziej irytuje to, że zwykła literówka we wniosku to już błąd, który uniemożliwia rozliczenie i uruchamia czasochłonną korespondencję z urzędem. A ponieważ ten jest zawalony konkursami oraz wnioskami o wypłatę dotacji, urzędnicy najczęściej maksymalnie wykorzystują czas, jaki mają na odpowiedź. To 22 dni robocze.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • Eurofundusze. Myślałem: "to nie dla mnie" a.o.tomek 01.09.10, 21:21

    a ja myślałem, że to coś dla mnie i mooocno się zdziwiłem jak zobaczylem jak to wszystko działa od środka. Cała ta biurokracja to droga przez mękę, dopłaty będą, albo nie, no i sprzęt »

Zamawiający pod lupą, czyli kontrola Prezesa UZP

W sytuacji gdy niemożliwe jest odwołanie się do KIO, skutecznym środkiem jest złożenie wniosku do Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o przeprowadzenie kontroli przetargu.