Dotacje Instytucje Szkolenia

Mama założyła rodzinną kawiarnię dzięki Unii

Magdalena Spiczak-Brzezińska
14.09.2010 , aktualizacja: 14.09.2010 19:56
A A A Drukuj
Marzeniem Karoliny Wilkowskiej była własna kawiarnia, w której mile widziani byliby i rodzice, i dzieci. Dzięki dotacji z unijnych funduszy dostała 40 tys. zł na rozkręcenie interesu
Artykuł sfinansowany w ramach konkursu dotacji organizowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, współfinansowanego ze środków rozwoju Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna
Fundusze europejskie dziś i jutro
Artykuł sfinansowany w ramach konkursu dotacji organizowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, współfinansowanego ze środków rozwoju Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna
Niemal sześć lat temu Karolina Wilkowska została mamą małej Laury. - Jestem osobą aktywną, więc nie chciałam z tego powodu tracić kontaktu z innymi ludźmi - opowiada. - Potrzebowałam spotkań z koleżankami, które też mają dzieci, ale wtedy pojawiał się problem, co zrobić z maluchami. Nie zawsze mogłyśmy liczyć na pomoc mężów, więc zabierałyśmy je ze sobą. Umawiałyśmy się na salach zabaw albo w kawiarniach, gdzie kelnerki patrzyły na dzieciaki krzywym okiem.

A może własna kawiarnia?

Gdy Laura miała dwa i pół roku, Karolina Wilkowska pojechała z nią do sanatorium nad morzem. Pewnego dnia wybrały się do cukierni, w której dla dzieci przeznaczona była osobna sala zabaw. Dziewczynka zajęła się zabawkami, a jej mama w spokoju mogła wypić kawę. - Wtedy wreszcie udało mi się odpocząć - wspomina ze śmiechem. - Po prostu zakochałam się w tym lokalu. I pomyślałam, czemu ja nie mogłabym stworzyć podobnego miejsca w Olsztynie? W końcu mam wykształcenie gastronomiczne, przez osiem lat pracowałam w sklepie, więc umiem obsługiwać klientów, a co najważniejsze - jestem mamą, dlatego wiem, czego potrzebują rodzice i dzieci.

Pani Karolina postanowiła sprawdzić w olsztyńskim urzędzie pracy, czy jest możliwość dofinansowania na rozpoczęcie działalności gospodarczej z jakiegoś unijnego programu. - To był 2007 r., a wtedy niełatwo było sięgnąć po europejskie pieniądze - opowiada. - Urzędnicy powiedzieli, że najpierw muszę zgłosić się do trzech pracodawców i jeśli oni nie będą chcieli mnie zatrudnić, to dopiero mogę się starać o środki na własną firmę. Nie podobało mi się takie tworzenie fikcji i odpuściłam.

Przez kolejne półtora roku była mamą na cały etat, ale pomysł nadal siedział w jej głowie. - Postanowiłam, że znowu pójdę do urzędu spytać o dofinansowanie, ale już nie dam się zbyć - wspomina Wilkowska. - Tym razem urzędniczka poinformowała mnie, że lada dzień w Olsztynie zacznie się konkurs dla rozpoczynających działalność gospodarczą, organizowany przez firmę szkoleniową o nazwie Placówka Kształcenia Zawodowego.

Tempo coraz szybsze

Sprawa w sierpniu 2009 r. nabrała tempa. Faktycznie w PKZ rozpoczynał się konkurs, który dawał szansę na zdobycie środków. Firma otrzymała dofinansowanie na realizację projektu "Akademia małego biznesu" w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki (działanie 6.2 Wsparcie oraz promocja przedsiębiorczości i samozatrudnienia) i szukała ludzi z pomysłami, którzy chcieliby rozkręcić swój interes. - Bardzo miła pani opowiedziała mi, co powinnam zrobić, by uzyskać 40 tys. zł dofinansowania - wspomina Wilkowska.

Na początku musiała wypełnić kilkustronicową ankietę. Opisała w niej swoją sytuację zawodową i pomysł na biznes. Okazało się, że pierwszeństwo w przyznaniu dotacji mają właśnie bezrobotne kobiety. - A ja byłam matką Polką, bez pracy, za to z nowatorskim projektem - opowiada.

Tydzień później dowiedziała się, że zakwalifikowała się do pierwszego etapu programu. To jednak był dopiero początek trzystopniowego procesu. Kandydatów czekało jeszcze spotkanie z psychologiem, doradcą biznesowym i księgowym. Od ich opinii zależało, czy przejdzie dalej. - Rozmowa z psycholożką była niezbyt przyjemna - wspomina. - Cały czas pytała, co zrobię, jeśli mi się nie uda.

Za to po spotkaniu z księgowym Wilkowska była pewna, że dostanie wsparcie. - Zaczęłam od pytania, czy ma dzieci. Gdy okazało się, że tak, wiedziałam, że przekonam go do pomysłu. Poprosiłam, żeby zamknął oczy, i zaczęłam opisywać, jak będzie wyglądać moja kawiarnia. Już po oficjalnej rozmowie stwierdził, że gdy opowiadałam, czuł nawet zapach kawy - śmieje się przedsiębiorcza mama.

Czas na biznesplan

Osoby, które weszły do trzeciego etapu, brały udział w szkoleniu z księgowości i pisania biznesplanu. - Dowiedziałam się, jaka jest różnica między rozliczaniem się za pomocą księgi a ryczałtem, jak założyć firmę - wylicza Wilkowska. - Wcześniej nawet nie wiedziałam, gdzie rejestruje się działalność gospodarczą.

Ale najważniejsza była nauka przygotowywania biznesplanu. To od tego, czy dokument będzie dobry, zależała ostateczna decyzja o przyznaniu dotacji. - Początek jest łatwy - trzeba opisać, na czym polega pomysł - opowiada Wilkowska. - Potem zaczynają się schody, bo pytań jest wiele, a niektóre bardzo podobne do siebie. Nauczyciele podpowiadali jednak, co napisać, by całość była jasna i spójna.

Na tym etapie trzeba mieć już wybrany lokal, w którym będzie działać firma. Karolinie Wilkowskiej zależało, by mieścił się w jednej z sypialni Olszyna. Wahała się między Jarotami, Nagórkami i Pieczewem. Odpowiednie pomieszczenie o powierzchni ok. 100 m kw. znalazła przy ul. Gębika - właśnie w tej ostatniej dzielnicy.

Częścią biznesplanu jest kosztorys. Uczestnicy szkolenia musieli precyzyjnie określić, co będzie im potrzebne. - Ciężko było wyliczyć, ile muszę kupić filiżanek, szklanek, łyżeczek do kawy latte czy ciasta, bo nigdy nie prowadziłam kawiarni - mówi Karolina Wilkowska. - Jednak najgorsze było obliczanie przychodów i rozchodów, czyli określenie, ile zarobi się w pierwszym miesiącu i następnych. Bo przecież trudno zgadnąć, jaki wysoki będzie dzienny obrót, czy będą przychodziły raczej mamy, czy małżeństwa, z dwójką dzieci, a może z jednym? Trener doradzał realizm, ale ja byłam wielką optymistką, jeśli chodzi o planowane zyski. Okazało się jednak, że to on miał rację.

Trzeba wydać pieniądze

Szkolenie było w październiku 2009 r., a w listopadzie Karolina Wilkowska złożyła w Placówce Kształcenia Zawodowego wniosek o przyznanie dotacji na rozpoczęcie działalności gospodarczej i biznesplan pt. "Kawiarnia rodzinna Mama Caffe". - Gdy dowiedziałam się, że dostałam pieniądze, byłam szczęśliwa i przerażona - opowiada Wilkowska. - Ale natychmiast wzięłam się do roboty, bo na ich wydanie i rozliczenie się miałam tylko dwa miesiące.

Wcześniej musiała znaleźć dwie pracujące osoby w wieku do 55 lat, które za nią poręczą. Nie mógł to być jej mąż, chyba, że mieliby rozdzielność majątkową.

Dotacja wynosiła 40 tys. zł, do tego dochodziło 10 proc. wkładu własnego przedsiębiorcy. Ale na początku trzeba zabezpieczyć środki aż na 30 proc. przedsięwzięcia, bo na konto firmy nie wpływa od razu cała suma, a tylko jej 80 proc. Resztę dofinansowania otrzymuje się po rozliczeniu projektu. Jeśli firma utrzyma się przez rok, nie trzeba zwracać dotacji.

1 grudnia ub.r. Karolina Wilkowska założyła działalność gospodarczą i w lokalu przy ul. Gębika rozpoczął się remont. - Zdecydowałam się wynająć jedną firmę budowlaną, która na koniec przedstawiła mi jedną fakturę za wszystkie prace. To ułatwia rozliczenie projektu - podkreśla.

Rozliczenie wydatków musiało odbywać się zgodnie z załączonym do wniosku harmonogramem. - Dla mnie to był koszmar - wspomina Wilkowska. - Miałam 140 faktur, a na każdej po 20 pozycji. Doświadczenie nauczyło mnie, że najlepiej płacić rachunki kartą, bo wtedy jest potwierdzenie, że pieniądze faktycznie zostały wydane. Jeśli banknoty przechodzą z ręki do ręki, to do faktury trzeba dołączyć dokument, że była to transakcja gotówkowa.

Początkujący przedsiębiorcy mogli starać się o wsparcie pomostowe, czyli dofinansowanie czynszu, reklamy, opłat za media i pomocy księgowej - w sumie ok. 1 tys. zł miesięcznie. Trzeba było jednak wypełnić dodatkowy wniosek. Taka pomoc trwa od 6 do 12 miesięcy. w zależności od potrzeb. Karolina Wilkowska wsparcie będzie otrzymywać przez rok, bo utrzymanie 100-metrowego lokalu sporo kosztuje.

Tu lubimy dzieci

W ostatnich dniach stycznia komisja odwiedziła lokal Wilkowskiej, by sprawdzić, czy pomieszczenie jest odnowione, a zakupy faktycznie zrobione. Na początku lutego kawiarnia Mama Caffe została otwarta.

Dzieci mają tam do dyspozycji pokój zabaw, w którym oprócz gier, lalek czy samochodzików jest też zjeżdżalnia z piłeczkami. Dla niemowlaków są nawet grzechotki, a dla ich mam - przewijak i wygodny fotel do karmienia piersią. Rodzice mogą bawić się z dziećmi, albo przejść do sąsiedniej sali, by przy stoliku napić się kawy, zjeść ciastko i porozmawiać ze znajomymi. Są też zajęcia dla maluchów, m.in. czytanie bajeczek, malowanie rękoma i nogami. Wkrótce planowana jest promocja książeczki dla dzieci i nauka tzw. "bobo migania", czyli sposobu porozumiewania się z niemowlakiem za pomocą gestów. Będą też spotkania z logopedą, rytmika i lekcje języka angielskiego. A gdy rodzic musi załatwić jakąś pilną sprawę, może też zostawić dziecko na kilka godzin w kawiarni pod okiem opiekunek. - To miejsce, gdzie nikt nie patrzy na dziecko jak na intruza - zapewnia Karolina Wilkowska.

Więcej informacji o rodzinnej kawiarni na stronie internetowej Mamacaffe.pl.

Interes powoli się rozkręca. - Jeszcze nie zarabiamy na siebie, ale myślę, że wkrótce zaczniemy. Mamy zdecydowanie więcej klientów, gdy pogoda jest kiepska - opowiada Karolina Wilkowska.

Latem podczas warsztatów pt. "Mama też może" zorganizowanych przez Warmińsko-Mazurski Urząd Marszałkowski opowiadała kobietom, które chcą wrócić do pracy po urodzeniu dziecka, o tym, jak założyła własną firmę. - Słuchaczki patrzyły na mnie z podziwem, to było dziwne uczucie - mówi właścicielka Mama Caffe. - Gdyby rok temu ktoś powiedział, że będę stawiana za wzór, nie uwierzyłabym. Zanim założyłam firmę, czułam się taka malutka. Teraz cieszę się, że udało mi się tyle zrobić.

W tym roku o 40 tys. zł z Europejskiego Funduszu Społecznego na rozpoczęcie własnej działalności można się starać w powiatach braniewskim i elbląskim. Konkurs nosi nazwę "Działam, więc jestem" i prowadzi go Elbląska Rada Konsultacyjna Osób Niepełnosprawnych. Mieszkańcy innych części województwa warmińsko-mazurskiego będą mogli skorzystać z pomocy dopiero w połowie przyszłego roku. Informacje na ten temat udzielane są w olsztyńskim Punkcie Informacyjnym Europejskiego Funduszu Społecznego (tel. 89 522 79 55 lub 522 79 65), ukażą się też na stronie internetowej Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Olsztynie.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Zamawiający pod lupą, czyli kontrola Prezesa UZP

W sytuacji gdy niemożliwe jest odwołanie się do KIO, skutecznym środkiem jest złożenie wniosku do Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o przeprowadzenie kontroli przetargu.