Spełnione marzenie wędrowca. Własny hostel w Sopocie
15.09.2010
, aktualizacja: 15.09.2010 08:33
Ich marzeniem był hostel w Sopocie. Aby je zrealizować, wystartowali w unijnym konkursie. Dzisiaj prowadzą jedyny taki obiekt w kurorcie, który w prestiżowym rankingu jest oceniany, jako jeden z najlepszych w Polsce.

Fundusze europejskie dziś i jutro
Artykuł sfinansowany w ramach konkursu dotacji organizowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, współfinansowanego ze środków rozwoju Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna

Iwona Rusińska po kilku latach pracy za biurkiem postanowiła zmienić swoje życie. Zdobyła unijną dotację i otworzyła w Sopocie hostel.
SERWISY
Sopot to jedno z najdroższych miast turystycznych w Polsce. Pełno tu hoteli i pensjonatów, większość jednak dla gości z zasobnym portfelem. Młode małżeństwo z Gdańska postawiło sobie za cel stworzenie w Sopocie hostelu. Miejsca, gdzie za niewielkie pieniądze turyści z całego świata mogliby zatrzymać się choćby na jedną noc.
Siesta Hostel położony jest w sercu miasta. To swobodny w formie dom dla włóczęgów wszelkiej maści, otoczony sporym ogrodem i prowadzony przez, jak sami się nazywają, ludzi drogi. Jest realizacją marzenia, które narodziło się po powrocie z rocznej wyprawy dookoła świata.
- Po ponad pięciu latach żmudnej pracy za biurkiem wreszcie udało się je ziścić. Znalazłam zaciszne miejsce w centrum Sopotu, dostałam dotację na start i znowu nabraliśmy wiatru w żagle. Teraz, we wzmocnionym przez dwóch małych podróżników składzie, znowu robimy to co gra nam w duszy - mówi Iwona Rusińska, właścicielka Siesta Hostel, którą na każdym kroku wspiera mąż Paweł.
Świat pełen pomysłów
W 2003 roku tuż po tym jak zostali magistrami na Uniwersytecie Gdańskim, postanowili wraz z grupą znajomych wyruszyć na wycieczkę dookoła świata. W ciągu niecałego roku przemierzyli Azję, Australię oraz obie Ameryki. W wielu miejscach spali właśnie w hostelach. Od hoteli odróżnia je przede wszystkim liczba miejsc w pokojach. W zasadzie nie ma w nich pokoi na wyłączność. Dominują sale wieloosobowe z łóżkami piętrowymi. Charakterystyczne są też pomieszczenia wspólne dla wszystkich gości, takie jak salon, kuchnia, czy łazienka. W hostelach nie wynajmuje się pokoi, a pojedyncze łóżka.
- Nawet w Mongolii spaliśmy w hostelu. To wyjątkowe miejsca, gdzie poznać można wspaniałych, ciekawych świata ludzi. Ze spotkanymi w nich osobami nawiązaliśmy przyjaźnie, które trwają do dzisiaj - opowiada Iwona. - Od razu z mężem postanowiliśmy, że musimy takie miejsce otworzyć w Sopocie. Gdy wyjeżdżaliśmy z kraju hosteli w Polsce w zasadzie w ogóle nie było.
Miejsce dla włóczęgów
Hostele to specyficzne miejsca do których przyjeżdża określona grupa turystów. To głównie młodzi ludzie, którzy nie mają wielkich pieniędzy, a chcą jak najwięcej zobaczyć. Przede wszystkim jednak chcą zawierać nowe znajomości. Bo osoby zatrzymujące się w nich uprawiają tzw. backpacking, czyli podróżowanie z plecakiem, najczęściej od miasta do miasta. Dziś ta coraz popularniejsza forma spędzania wolnego czasu staję się też dla wielu osób po prostu sposobem na życie.
- Sopot jest idealnym miejsce dla takich ludzi. Mnóstwo knajp, piękna plaża, a w sezonie życie toczy się w nim w zasadzie przez 24 godziny. Do tego blisko do Gdańska. Uznaliśmy, że to miasto potrzebuje hostelu i że my go otworzymy - dodaje Iwona.
Sposób na życie
Otwieranie hostelu w kurorcie takim jak Sopot dla wielu może być wariactwem. Ceny mieszkań są tutaj jedne z najwyższych w kraju, to samo dotyczy ziemi. Jeżeli już ktoś ma choćby niedużą kamienicę, otwiera w niej co najmniej pensjonat, albo co jest teraz dużo bardziej popularne, "Villę jakąś tam".
- Nie chcieliśmy otwierać hostelu, aby zarabiać na nim gigantyczne pieniądze. Oczywiście ma nam dawać środki do życia, ale przede wszystkim satysfakcję z tego, że robimy coś, co uwielbiamy - dodaje Iwona.
Bo prowadzenie hostelu to nie tylko recepcja, czy sprzątanie. To przede wszystkim klimat danego miejsca, który tworzą jego gospodarze.
- Hostele to permanentna integracja. Ludzie przyjeżdżają tutaj, aby zawierać nowe znajomości, aby poznać coś nowego. My musimy robić wszystko, aby im się tutaj nie nudziło - wyjaśnia Iwona.
Powrót z macierzyńskiego
Ich marzenie udało się zrealizować w 2010 roku. Po kilku nieudanych podejściach w końcu natrafili na projekt "Pomorska Akademia Biznesu", realizowany przez Agencję Rozwoju Pomorza w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, Działanie 6.2 - Wsparcie oraz promocja przedsiębiorczości i samozatrudnienia. O dotację starała się Iwona, jako osoba powracająca na rynek pracy po przerwie związanej z urodzeniem i wychowywaniem dziecka.
- Na początku 2009 roku złożyłam wniosek. W zasadzie prosta sprawa, zaledwie kilka kartek. Jedyny problem polegał na tym, że na tych kilku kartkach trzeba było tak sprzedać swój pomysł, aby osoby oceniające zaprosiły mnie do następnego etapu - opowiada Iwona.
Projekt hostelu w Sopocie zyskał uznanie komisji. Potem przyszedł czas na rozmowy kwalifikacyjne i testy psychologiczne.
- To chyba było najgorsze. Bo czego można się spodziewać po takich testach. Każdy chce wypaść jak najlepiej i kombinuje jak odpowiedzieć na dane pytanie, mimo że nie ma pojęcia, jaka odpowiedź może być dobra. A przecież tu chodzi o poznanie własnej osoby i własnych predyspozycji, jednak podświadomość wygrywa z logicznym myśleniem w takich chwilach - wspomina Iwona.
Testy i rozmowy wypadły pomyślnie. Po nich przyszedł czas na cykl szkoleń i doradztwa. Dotyczyły wielu zagadnień od autoprezentacji, przez marketing, po rachunkowość.
Siesta Hostel położony jest w sercu miasta. To swobodny w formie dom dla włóczęgów wszelkiej maści, otoczony sporym ogrodem i prowadzony przez, jak sami się nazywają, ludzi drogi. Jest realizacją marzenia, które narodziło się po powrocie z rocznej wyprawy dookoła świata.
- Po ponad pięciu latach żmudnej pracy za biurkiem wreszcie udało się je ziścić. Znalazłam zaciszne miejsce w centrum Sopotu, dostałam dotację na start i znowu nabraliśmy wiatru w żagle. Teraz, we wzmocnionym przez dwóch małych podróżników składzie, znowu robimy to co gra nam w duszy - mówi Iwona Rusińska, właścicielka Siesta Hostel, którą na każdym kroku wspiera mąż Paweł.
Świat pełen pomysłów
W 2003 roku tuż po tym jak zostali magistrami na Uniwersytecie Gdańskim, postanowili wraz z grupą znajomych wyruszyć na wycieczkę dookoła świata. W ciągu niecałego roku przemierzyli Azję, Australię oraz obie Ameryki. W wielu miejscach spali właśnie w hostelach. Od hoteli odróżnia je przede wszystkim liczba miejsc w pokojach. W zasadzie nie ma w nich pokoi na wyłączność. Dominują sale wieloosobowe z łóżkami piętrowymi. Charakterystyczne są też pomieszczenia wspólne dla wszystkich gości, takie jak salon, kuchnia, czy łazienka. W hostelach nie wynajmuje się pokoi, a pojedyncze łóżka.
- Nawet w Mongolii spaliśmy w hostelu. To wyjątkowe miejsca, gdzie poznać można wspaniałych, ciekawych świata ludzi. Ze spotkanymi w nich osobami nawiązaliśmy przyjaźnie, które trwają do dzisiaj - opowiada Iwona. - Od razu z mężem postanowiliśmy, że musimy takie miejsce otworzyć w Sopocie. Gdy wyjeżdżaliśmy z kraju hosteli w Polsce w zasadzie w ogóle nie było.
Miejsce dla włóczęgów
Hostele to specyficzne miejsca do których przyjeżdża określona grupa turystów. To głównie młodzi ludzie, którzy nie mają wielkich pieniędzy, a chcą jak najwięcej zobaczyć. Przede wszystkim jednak chcą zawierać nowe znajomości. Bo osoby zatrzymujące się w nich uprawiają tzw. backpacking, czyli podróżowanie z plecakiem, najczęściej od miasta do miasta. Dziś ta coraz popularniejsza forma spędzania wolnego czasu staję się też dla wielu osób po prostu sposobem na życie.
- Sopot jest idealnym miejsce dla takich ludzi. Mnóstwo knajp, piękna plaża, a w sezonie życie toczy się w nim w zasadzie przez 24 godziny. Do tego blisko do Gdańska. Uznaliśmy, że to miasto potrzebuje hostelu i że my go otworzymy - dodaje Iwona.
Sposób na życie
Otwieranie hostelu w kurorcie takim jak Sopot dla wielu może być wariactwem. Ceny mieszkań są tutaj jedne z najwyższych w kraju, to samo dotyczy ziemi. Jeżeli już ktoś ma choćby niedużą kamienicę, otwiera w niej co najmniej pensjonat, albo co jest teraz dużo bardziej popularne, "Villę jakąś tam".
- Nie chcieliśmy otwierać hostelu, aby zarabiać na nim gigantyczne pieniądze. Oczywiście ma nam dawać środki do życia, ale przede wszystkim satysfakcję z tego, że robimy coś, co uwielbiamy - dodaje Iwona.
Bo prowadzenie hostelu to nie tylko recepcja, czy sprzątanie. To przede wszystkim klimat danego miejsca, który tworzą jego gospodarze.
- Hostele to permanentna integracja. Ludzie przyjeżdżają tutaj, aby zawierać nowe znajomości, aby poznać coś nowego. My musimy robić wszystko, aby im się tutaj nie nudziło - wyjaśnia Iwona.
Powrót z macierzyńskiego
Ich marzenie udało się zrealizować w 2010 roku. Po kilku nieudanych podejściach w końcu natrafili na projekt "Pomorska Akademia Biznesu", realizowany przez Agencję Rozwoju Pomorza w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, Działanie 6.2 - Wsparcie oraz promocja przedsiębiorczości i samozatrudnienia. O dotację starała się Iwona, jako osoba powracająca na rynek pracy po przerwie związanej z urodzeniem i wychowywaniem dziecka.
- Na początku 2009 roku złożyłam wniosek. W zasadzie prosta sprawa, zaledwie kilka kartek. Jedyny problem polegał na tym, że na tych kilku kartkach trzeba było tak sprzedać swój pomysł, aby osoby oceniające zaprosiły mnie do następnego etapu - opowiada Iwona.
Projekt hostelu w Sopocie zyskał uznanie komisji. Potem przyszedł czas na rozmowy kwalifikacyjne i testy psychologiczne.
- To chyba było najgorsze. Bo czego można się spodziewać po takich testach. Każdy chce wypaść jak najlepiej i kombinuje jak odpowiedzieć na dane pytanie, mimo że nie ma pojęcia, jaka odpowiedź może być dobra. A przecież tu chodzi o poznanie własnej osoby i własnych predyspozycji, jednak podświadomość wygrywa z logicznym myśleniem w takich chwilach - wspomina Iwona.
Testy i rozmowy wypadły pomyślnie. Po nich przyszedł czas na cykl szkoleń i doradztwa. Dotyczyły wielu zagadnień od autoprezentacji, przez marketing, po rachunkowość.
- 4 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Re: Spełnione marzenie wędrowca. Własny hostel w
heil_eris
20.09.10, 12:05
Spędziłem tam weekend. Świetne miejsce, z niesamowitym klimatem i rzeczywiście międzynarodową klientelą (byliśmy jedynymi Polakami na miejscu ;) ). Polecam gorąco i pozdrawiam!»
Wyborcza.biz poleca
Najczęściej Czytane24 htydzień
- Poradnik praktyczny - jak napisać wniosek o dotację
- Jak przestrzegać zasady konkurencyjności w projektach programu Kapitał Ludzki
- Mama założyła rodzinną kawiarnię dzięki Unii
- Właściciele domków dostaną dofinansowanie na oczyszczalnie
- Unijny projekt adaptacji popegerowskich obiektów na bazę turystyczną najpierw został przez urzędników odrzucony, a później nagrodzony w konkursie Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.

Zamawiający pod lupą, czyli kontrola Prezesa UZP
W sytuacji gdy niemożliwe jest odwołanie się do KIO, skutecznym środkiem jest złożenie wniosku do Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o przeprowadzenie kontroli przetargu.











