Dotacje Instytucje Szkolenia

W Akademii Hello uczą interaktywnie i z pasją

Sandra Federowicz
17.09.2010 , aktualizacja: 17.09.2010 12:51
A A A Drukuj
Przepis na udany biznes? Przyjaźń, pomysł i pieniądze z Unii. I w ten właśnie sposób dwie nauczycielki prowadzą jedną z najlepiej prosperujących w mieście szkół języka angielskiego - Hello
Artykuł sfinansowany w ramach konkursu dotacji organizowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, współfinansowanego ze środków rozwoju Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna
Fundusze europejskie dziś i jutro
Artykuł sfinansowany w ramach konkursu dotacji organizowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, współfinansowanego ze środków rozwoju Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna
Odnowiona kamienica przy ul. Jagiellońskiej 53. Do domofonu podbiega grupka roześmianych maluchów. Ciężkie drewniane drzwi otwierają się, dzieciaki po schodach biegną na pierwsze piętro. Tam czekają na nie kolorowo wyposażone przestronne sale z zielonymi firankami, szkolnymi ławkami i zabawkami. Na ścianach wesołe obrazki. Na korytarzu z anonimowych ankiet na ścianach dowiedzieć można się, że najfajniejsze są tu piosenki, lekcje z Anglikami, zabawa w domino, tablica interaktywna, mili i uśmiechnięci nauczyciele. Co się nie podoba? Zdecydowanie najczęściej pada odpowiedź: nic.

Tak właśnie wygląda Akademia Języka Angielskiego Hello.

Za całym tym radosnym światem stoją dwie kobiety: Ewa Gregorczyk i Aleksandra Ejsmont.

- Pomysł nie przyszedł nagle. Znamy się od dawna - pracowałyśmy kiedyś w jednej szkole. Już kilka lat temu pomyślałyśmy, jak dobrze byłoby otworzyć własną szkołę i być panem własnego losu - opowiada Gregorczyk. Do konkretnych działań pchnęła je jednak Unia Europejska, a konkretnie projekt "Zostań swoim szefem" w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. Przedsiębiorcze nauczycielki języka angielskiego przed zabraniem się do pisania wniosku już miały w głowie dopracowane wszystkie szczegóły, jak ich pierwsza "firma" ma wyglądać i działać. - Pracując w szkole podstawowej w Anglii zobaczyłam, że podstawową metodą nauki była praca z tablicami interaktywnymi. Byłam pod wrażeniem i od razu pomyślałam, że chciałabym coś takiego wprowadzić i u nas - tłumaczy Ejsmont. Cóż to takiego? Tablice interaktywne podłączone są do komputera. Na ścianie wyświetla się obraz. Można dzięki nim oglądać filmy, korzystać z internetu, grać w gry, a nawet przeglądać zdjęcia i dzięki temu przygotowywać się do egzaminu maturalnego - jedną z jego części jest właśnie omawianie ilustracji. Uczniowie korzystają także ze zwykłych podręczników, jednak dzięki interaktywnemu przyjacielowi nie tylko mogą korzystać z całej gamy pomocy dydaktycznych, ale jest to także ułatwienie dla nauczyciela, który w jednym miejscu ma całą bazę edukacyjną.

Jak się później okazało, podpatrzona za granicą nowinka stała się najjaśniejszym elementem wniosku, za tworzenie którego kobiety same się zabrały. Ich dewiza - "Uczymy z pasją". Wstępny wniosek powstał na początku ubiegłego roku. Okazał się być strzałem w dziesiątkę. Został zauważony i spośród ponad 300 innych konkurentów właśnie on trafił do półfinałowej 30. - Jednak sukces osiągnęłyśmy dzięki rozmowie z urzędnikami w Centrum Demokracji Lokalnej. Starali się wybrać właśnie ludzi z pasją. Wszystkie nasze pomysły pokazywały, że właśnie takie jesteśmy. I choć ludzie, z którymi rozmawiałyśmy, przyznali, że byli z początku sceptycznie nastawieni do naszego projektu, bo przecież w Bydgoszczy istnieje już kilkadziesiąt szkół, nasza była dla nich wyjątkowa - przyznaje Ejsmont.

I zaczął się najtrudniejszy czas podczas walki o unijną dotację. - Pierwszy wniosek miał pokazać potencjał naszego pomysłu. Teraz musiałyśmy stworzyć prawdziwy biznesplan. Bardzo pomocne były dla nas szkolenia, które przygotowywały nas do jego opracowania. Fachowcy podpowiadali, na co zwracać szczególną uwagę, co omijać, jakim językiem się posługiwać. Po nocach pracowałyśmy, by się udało - opowiada Gregorczyk. Opłaciło się. Szkoła trafiła do grona 15 zwycięskich projektów.

Umowę podpisano 1 lipca i tego samego dnia powstała Akademia Języka Angielskiego Hello.

Skąd nazwa? - Miała być prosta i chwytliwa. Prosta, by każdy zrozumiał, i chwytliwa, by łatwo dała się zapamiętać. Poza tym dzięki temu bez problemu można znaleźć nas w internecie wpisując Hello Bydgoszcz - argumentuje Ejsmont.

Wraz z podpisaniem umowy nastał dla nauczycielek bardzo intensywny czas. W ciągu miesiąca musiały zrobić wszystko, co związane jest z działaniem własnej firmy. - Miałyśmy strasznie dużo pracy. Ja nawet nie myślałam o zbliżającym się własnym ślubie, a Aleksandra w tym czasie urodziła dziecko. By kupić sprzęt, we wniosku musiałyśmy dokładnie określić, jaki chcemy. Potem okazało się, że za niektórymi rzeczami musiałyśmy obdzwonić pół Polski, by znalazł się identyczny egzemplarz za podaną przez nas cenę. Problemem były też faktury pro forma, który musiałyśmy zbierać od sklepów. Mnóstwo stresu się z tym wiązało, bo biorąc sprzęt pieniądze przelewała Unia bezpośrednio na konto dostawców, którzy często denerwowali się, że jeszcze nie otrzymali zapłaty - mówi Gregorczyk.

Pieniędzy z Unii (ok. 30 tys. zł) starczyło jedynie na sprzęt - tyle bowiem kosztowała tablica interaktywna, oprogramowania do niej, laptop i projektor. - Na szczęście przez pół roku dostawałyśmy też dodatkowo pieniądze na opłaty związane z prowadzeniem biznesu - ZUS, księgową itd. To duża pomoc - przyznają zgodnie kobiety.

Czy wszystko zgadza się z opisem we wniosku, sprawdziła kontrola, która była zachwycona efektem pracy młodych bydgoszczanek. - Warto było się tak namęczyć. Spełniły się nasze marzenia, choć łatwo nie było. Miałyśmy nawet problem z siedzibą. Jeszcze na kilka tygodni przed złożeniem ostatecznego wniosku nie miałyśmy dla siebie odpowiedniego miejsca. Sprawdziłyśmy dziesiątki lokalizacji. Kiedy koleżanka podpowiedziała nam, że może na Jagiellońskiej się coś znajdzie, nie byłyśmy do końca przekonane, czy tu będziemy się dobrze czuły. Jednak lepszej trafić nie mogłyśmy. Klientki są zadowolone, gdy ich dzieci się u nas uczą, a one same mogą iść na zakupy do Focus Parku, który jest tuż obok. Nie ma problemu też z parkingiem, który mieści się na ulicy Chopina. Do tego fenomenalna jest ta kamienica. Dzięki niej możemy połączyć nowoczesność naszych metod kształcenia z domową atmosferą otoczenia - cieszy się Ejsmont i wskazuje na drewnianą posadzkę i przestronne sale, dzięki którym dzieci nie czują się ograniczane. Mogą chodzić po sali, siadać na podłodze, wyglądać przez okno.

W Hello pracuje czterech nauczycieli - Ewa, Aleksandra, a także Walijczyk i Anglik. - Firma działa już ponad rok i wciąż się rozwijamy. Na początku pracował z nami tylko jeden obcokrajowiec, jednak szybko okazało się, że chętnych jest tak dużo, że się nie wyrabiamy. Ekipa się więc powiększyła. Prowadzenie własnej działalności nauczyło nas też, że reklama jest dźwignią handlu. Dlatego zainwestowałyśmy w ogromny baner, ulotki, a nawet mamy osoby, które w przebraniu brytyjskich żołnierzy sprzed pałacu Buckingham zachęcają do skorzystania z naszej oferty - wylicza Ejsmont.



Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Zamawiający pod lupą, czyli kontrola Prezesa UZP

W sytuacji gdy niemożliwe jest odwołanie się do KIO, skutecznym środkiem jest złożenie wniosku do Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o przeprowadzenie kontroli przetargu.